Ci, co szukali pracy znają tą formułkę – ci, co jej nie szukali – z pewnością ją poznają, a ci, co chcieli iść na emeryturkę pomostową niech się cieszą, że mogą nadal pracować – siedzenie w domu nie jest dobre – o czym świadczy przykład Kasi* – 26 – letniej mieszkanki Wejherowa, która nadal szuka pracy. A przez to szukanie ma coraz więcej kłopotów.
Kasia (dane znane tylko mi) skończyła dzienne studia na Uniwerku. Zna biegle trzy języki obce, doskonale porusza się w viście oraz leopardzie, a także ma prawko, z którego korzysta. Poza tym jest miła, dyspozycyjna i umie sama podejmować decyzję. i tak dalej, i tak dalej…
Nasza świeżo upieczona magistrantka myślała, że Boga/boga za nogi złapała, bo przecież w internecie/radiu/prasie/telewizji tyle jest ogłoszeń o pracę, że łatwo ją dostanie. Grubo się myliła.
Na początku wybierała oferty firm, w których chciała podjąć pracę. Niestety – na pierwsze … 300 ofert NIKT nie zadzwonił. Kobitka poczuła nóż na gardle, mokrość i inne objawy zdenerwowania. – Co jest k… – pomyślała.
Na całe szczęście nie zdecydowała się na długie medytacje, dlaczego telefon milczy, a ruszyła ułańsko na dalsze zarzucanie firm CV i VC oraz listami – motywacyjnymi i przypominającymi o tym, że wartoby ustawić chociaż autoresponder z głupim dziękuję za przesłaną ofertę – skontaktujemy się tylko z tymi, co mają chody u pana Boga/boga.
Tym razem udało jej się wysłać 700 ofert swojej skromnej osoby. I jest! Są pierwsze odpowiedzi! Tylko nie takie, jakich się spodziewała. Mail zaspamowany przeróżnymi reklamami. Na adres domowy przychodzą reklamy garnków, gymów i innych gówien, które przez pozostałe 26 lat życia nie wiedziały o istnieniu Kasi. Podobnie z smsami reklamowymi, które jak jeden mąż zaczęły jej oferować wszystkie przyjemności życia OPRÓCZ pracy dającej kasę na każdą mniej lub bardziej przydatną reklamowaną rzecz. O paniach z banku oferujących kredyty wprost na komórkę, czy o panach chcących wcisnąć jej komplet pościeli z misia polarnego nie wspomnę.
- O co chodzi? – pomyślała Kasia, ale od razu się pokapowała o co come on
Masa ogłoszeń ukazujących się do tej pory w prasie/radiu/telewizji to ciekawy sposób na wyłudzenie naszych danych osobowych do celów z rekrutacją pracowniczą nie mających nic wspólnego. Istota działania takich firm jest prosta jak kawałek drutu – niestety drut przyciąga naiwniaków bardziej niż marchewka.
Dajemy ogłoszenie darmowe na portalu trojmiasto.pl Piszemy, że dla klienta X poszukujemy osoby na stanowisko dyrektor/prezes/specjalista/dziennikarz/manager itd. Obowiązków wpisujemy mało, ale za to ciekawych – nadzór, kreowanie, tworzenie, strategia, rządzenie. Oczekiwania – też miłe – uśmiech, poczucie humoru i prawo jazdy. Oferujemy? Tu walimy z grubej rury – opieka medyczna, pakiet socjalny, wszystkie możliwe gadżety plus dorzucamy kartę płatniczą na drobne i grube wydatki.
Oczywiście małym drukiem dodajemy, że warto wrzucić formułkę “wyrażam zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą” pomijając tam jakąś formułkę o rekrutacji. I boldem strzelamy info o kontakcie z wybranymi kandydatami. Oczywiście maila służbowego nam nie potrzeba – wystarczy skrzyneczka na onecie czy w wp. I tak ciemny lud to kupi
Teraz taka firma sprzedaje sobie powierzchnię reklamową – czyli nas – jak się da i gdzie się da. Kasia jest jednak wytrwała – uprzejmie informuje każdą firmę, która chce jej wcisnąć cokolwiek, że nie wyrażała zgody na zasrywanie jej reklamowym gównem i karze usuwać swoje dane z systemu danej organizacji.
Raz skutkuje – innym razem nie – jednak gdybym znalazł się w takiej sytuacji – olałbym sprawę. Jednak bezrobotny ma przejebane na całej linii:
- spam reklamowy opisany wyżej
- brak jakiejkolwiek reakcji ze strony pracodawców
- zero kultury w stosunku do potencjalnego pracownika
- ogłoszenia proforma (szczególnie urzędowe) gdzie niby praca jest, ale w konkursie i tak wygrywają swoi ![]()
- inne nie nadające się do cytowania czy opisywania
I miała by druga Irlandia Donaldzie
A gdzie jest?
