Nie można przecież zawsze jeść w tych samych miejscach więc czasem warto wybrać się do sąsiedniego miasta – Redy, które słynie wszem i wobec z odwiecznych korków w okresie wakacyjnym i nie tylko.
Karczma Rzym ma dobre położenie przy głównej trasie więc nie trudno jest tam nie trafić. Wystrój – jak to wystrój – Kaszubski design przeplata się z nawiązaniami do “Pana Twardowskiego”. Styl męczący, ale turyści zapewne są zadowoleni – folkloru nigdy nie za wiele.
Nawiązania do “Pana Twardowskiego” trudno szukać jeśli chodzi o lulki. O ile mnie pamięć nie myli – kiedyś był w tej knajpie podział na miejsca dla palących i niepalących. Teraz – o zgrozo niepalący muszą sobie wychodzić na dymka przed lokal, co w miesiącach zimniejszych nie jest ciekawą propozycją.
Ceny – do przyjęcia chociaż w Da Grasso można dostać większą pizzę za podobną cenę. To jedzenie nie jest najmocniejszą stroną lokalu – lepiej skupić się na czymś treściwszym. Kebab doskonały (takiego nie dają w innych lokalach MTK) z porządnymi kawałkami mięsa a nie strzępkami wycinanymi z kloca (do których przyzwyczaiły nas wejherowskie knajpy). Dobry żurek i inne zupy plus sałatki – to kolejny atut rzymskiej karczmy.
Mały kibelek i wifi, które niby jest (ale jakoś nie za bardzo) to dość spore minusy. Niemniej jak na miasto, w którym mało się dzieje (lub nie dzieje się nic) mamy mały Ritz.
W skali od 1 do 10 stawiam 7.
